• Wpisów:4
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 20:23
  • Licznik odwiedzin:1 823 / 3221 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dziś (po raz nie wiem który z rzędu) oglądałem film "Hidalgo - Ocean ognia". Historia bardzo piękna...szkoda tylko, że nieprawdziwa. Niestety, Frank T. Hopkins (w tytułowej roli Viggo Mortensen) był konfabulantem - nie uczestniczył w "Oceanie ognia", nie służył nawet w kawalerii USA - po prostu "Hidalgo hoax". Polecam zobaczyc sobie na stronce www.slate.com/id/2096671

A szkoda...ten film budzi we mnie tyle emocji...
 

 
Kiedyś chciałem dowiedzieć się czegoś więcej nt. Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego - w międzywojniu jednego z najbardziej poczytnych polskich pisarzy, o jego życiu, twórczości oraz powodach, dla których komuniści skazali go na zapomnienie (choć w sumie to chcieli go skazać na śmierć, tylko że zmarł parę dni przed tym, jak po niego przyszli). A że wychodzę z założenia, że to co było zabronione przez czerwone pluskwy jest(zazwyczaj) dobre, albo wręcz wybitne, pogrążyłem się w lekturze "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów". W książce tej Ossendowski opisuje swoją ucieczkę przed bolszewikami-aby nie wpaść w ich łapy musi uciekać na wschód-przez Syberię do Azji, a stamtąd dopiero, wyruszając znad brzegów Oceanu Indyjskiego, dostać się statkiem do Europy...W swej podróży nie jest sam - ucieka z nim wielu ludzi, zarówno walczących wcześniej w szeregach "białych", bądź po prostu posiadających "niewłaściwe pochodzenie". Podróż nie należy do łatwych-aby przeżyć, wszyscy muszą walczyć. Ich śladem podąża śmierć...w postaci bolszewików, zajmujących coraz szersze połacie Azji. Ziemie, które przemierzają, tak dalece różnią się od tego, co znali wcześniej - zdarzają się w nich rzeczy, których rzekomo racjonalni "ludzie zachodu" nijak nie mogli sobie wytłumaczyć. Docierając do Mongolii, uciekinierzy dowiadują się o istnieniu pewnego niezwykłego człowieka - niegdysiejszego carskiego oficera, barona von Ungern-Sternberga - w którym nadzieję pokładają zarówno wielcy ówczesnego świata jak i maluczcy. Człowieka, który uwolnił Mongolię spod chińskiej dominacji (przywracając tron jej prawowitemu władcy Bogdo Chanowi), broniąc jednocześnie jej granic przed komunistami, a którego XIII Dalajlama miał niebawem ogłosić inkarnacją boga Mahakali...jedynego, zdolnego zmierzyć się z "czerwonym demonem"...

Zdjęcie na filmiku w 4:40 - to właśnie Antoni Ferdynand Ossendowski

a dla osób bardziej zainteresowanych tematem:

http://cbza-jordanow.blog.onet.pl/Brylantowy-dym-jeszcze-o-skarb,2,ID378771520,n

http://ulvhel.110mb.com/ungern.html
 

 
Czasami jeden zespół muzyczny może zrobić więcej dla popularyzacji historii Polski niż milion belfrów-i co więcej, także poza granicami kraju

Sabaton - 40:1

Sabaton - Uprising (2010)
 

 
Odkąd sięgam pamięcią, zawsze interesowałem się bronią białą. Kiedy trochę podrosłem, chciałem swoje zainteresowania przekuć w czyn. Jednakże nie wiedziałem, jaka broń, a co za tym idzie, jaki styl walki będzie do mnie pasował, ponadto szukałem czegoś możliwie najbardziej optymalnego, dającego możliwość wyprowadzenia jak największej gamy uderzeń. I tak w końcu, metodą prób i błędów przekonałem się do polskiej szabli [co nie przyszło mi do głowy tak od razu - ale widać pod latarnią najciemniej ] Broń ta była bardziej zindywidualizowana (dopasowana swoim kształtem, krzywizną, wyważeniem do użytkownika i jego stylu walki) niż np. średniowieczny miecz europejski albo katana. "Stosunek, jaki zachodził między Polakiem i jego szablą, nie powtarza się u innych narodów. Polska szermierka była także odmienna. Miała swoją sztukę krzyżową, cięcie rejowskie, referendarskie i t. d." [Z. Gloger: Encyklopedia staropolska]. Pod terminem "szabla polska" kryje się wiele typów szabel, o różnych parametrach technicznych-Batorówki, Zygmuntówki, karabele, oraz najwyżej przeze mnie cenione "czarne" szable - używane przez husarię i szermierzy. Nazwa "czarna szabla" bierze się od koloru pochwy - czarna sygnalizowała wysoki poziom w posługiwaniu się tą bronią oraz stałą gotowość do pojedynków, skądinąd dość częstych w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej szlacheckiej. I pomyśleć, że wtedy pojedynki były (najczęściej) legalne...ileż problemów znalazło szybko swoje rozwiązanie Aaach cóż to były za czasy...